szydercze wydry

Zapiski senne piętnastoletniego fana prozy Krzysia Wiedermanna


Sen zaczyna się w moim pokoju, jest ciemno, gra włączony telewizor, "Jak oni śpiewają", występuje Gabriela Zapolska. Szydzę z niej, ponieważ śpiewa strasznie, kaleczy dźwięki, obok mnie na łóżku leżą szydercze wydry i Jaś Kapela, jemy chrupki Flips czekoladowe, kleją nam się od tego palce, wydrom łapki, zlizuję słodką posypkę z dłoni Jasia Kapeli.

Po chwili do pokoju wchodzi Krzysztof Ibisz i ciągnie mnie za rękę, mówi że jestem dureń, bo zaraz moja kolej żeby zaśpiewać, a ja nie znam jeszcze piosenki, i nie wystąpiłem jeszcze w żadnym serialu. Jaś wyjmuje swoje palce z moich ust, wydry szydzą ze mnie, Joanna Liszowska przychodzi i bierze mnie na barana. Deklamuję wiersz który przychodzi mi właśnie do głowy, jest to poemat na cześć Stalina pióra Miłosza. Nikt nie klaszcze, Joanna ratuje sytuację nadziewając mnie na swoją dłoń i udając, że jestem jej pacynką. Piosenkę "Kormorany" śpiewa sztucznie obniżając głos. Dostaję punktów najwięcej, w jury siedzi moja pani od polskiego, mówi że wcześniej byłem kiepski, nie lubiła mnie, ale po tym wykonaniu oczarowałem ją, chce mi zrobić loda. Ja odpowiadam że jestem tylko pacynką, robi się smutno na widowni, wszyscy płaczą, wyjmuję z siebie rękę Liszowskiej i odchodzę, w ustach nie wiedzieć czemu mam kłąb czarnych włosów łonowych. Zauważa go mój były klasowy kolega Tolek, który biegnie za mną i robi zdjęcie, po czym krzyczy że pedalę się za pieniądze, dla sławy i lansu. Robi się zamieszanie, a ja uciekam do swojej szuflady na bieliznę. Słyszę jak wszyscy szydzą ze mnie, wchodzę do skarpetki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz